sobota, 20 lipca 2019

Toaletka z makami

Mebel kupiony na OLX jako kolonialna toaletka okazał się być niezbyt precyzyjną "samoróbką". Jednak ciekawy kształt spowodował, że jego właścicielka zapragnęła go zachować, lecz w zmienionej wersji. Temat przewodni- maki, kolorystyka pasująca do świeżo przemalowanego na szaro salonu.



Powiedzieć, że toaletka została wykonana mało precyzyjnie byłoby z pewnością eufemizmem. Poszczególne elementy były przycięte krzywo, wypaczone, a miękkie drewno poobijane. Niedbałe pomalowanie ciemną lakierobejcą nie ukryło śladów po dużej ilości gwoździ. Jedyny styl, który można było osiągnąć przy renowacji tego mebla to styl rustykalny, który w przypadku drewnianych mebli charakteryzuje się z naturalnymi spękaniami i niedoskonałościami.





Pierwszym etapem pracy było rozebranie toaletki na części, oszlifowanie, sklejenie pęknięć i zaszpachlowanie ubytków. Brzmi prosto? Zajęło mi to trzy dni.. Przy wyciąganiu olbrzymich gwoździ z nóg mebla toczyłam walkę o życie, przy szlifowaniu byłam pokryta półcentymetrową warstwą pyłu, a szpachlę ledwo domyłam z palców. Nic nie poradzę..mimo włożonego wysiłku lubię, kiedy spod starych warstw wyłania się żywe drewno.






Drugim etapem było stworzenie wzoru maków i nadanie białego odcienie przy pomocy wosku barwiącego. Kontury wzoru wykonałam pirografem, a wypełnienie farbami akrylowymi mojej córki ;)





Ponowne złożenie mebla w całość okazało się trudniejsze niż myślałam, ale w końcu się udało. Wydaje mi się, że wykonanie takiej toaletki od podstaw byłoby pod pewnymi względami łatwiejsze niż dopasowanie "fantazyjnie" przyciętych elementów.

A to efekt końcowy. Rustykalny mebelek z makami, który mimo niedoskonałości ma w sobie sporo uroku.













Lifting szafy

Ja chyba nie umiem leżeć w trakcie urlopu.. Wczoraj rano wpadłam na pomysł i po prostu musiałam go wcielić w życie. Biała szafa z IKEI, którą kupiłam jako mebel powystawowy, a później pomalowałam na czarno farbą tablicową stała się polem do realizacji moich wizji. Dziewczyny już dawno nie rysowały kredą po szafie (przerzuciły się na malowanie farbami po ścianach..a myślałam, że ten etap mamy już za sobą..)



Punktem wyjścia stał się patent na nowe uchwyty. Do ich wykonania użyłam fragmentów starego skórzanego paska i kilku metalowych gadżetów z mojego ulubionego sklepu z zabawkami. Jak dobrze, że do Castoramy mam tak blisko :)



Później poczułam wewnętrzną potrzebę większej zmiany. Ponowne przemalowanie frontów to było to! Rozcieńczoną niewielką ilością wody białą farbę akrylową wlałam do butelki po płynie do mycia szyb i dałam upust fantazji :):):)




Z dziecięcej szafy do rysowania kredą powstał (mam nadzieję młodzieżowy) mebel. Droga mleczna, Mgławica Oriona czy tez inna galaktyka..





środa, 17 lipca 2019

Lifting biurka




Znalazłam na OLX ogłoszenie: oddam za darmo biurko sosnowe. Jako,że miałam w planie wymianę biurka młodszej córki umówiłam się na spotkanie z ogłoszeniodawcą. Biurko okazało się prostą, dość toporną konstrukcją z płyty wiórowej z 1978 r., pokrytej okleiną drewnianą. Do tego posiadało staromodne uchwyty. Gdy zwróciłam starszej pani uwagę na nieścisłość, ta z rozbrajającą szczerością odpowiedziała, że "może nie sosnowe, ale takie podobne".. Chyba chciałam pomóc pani i uwolnić ją od tego mebelka..bo innej motywacji do zabrania go w sobie nie znalazłam. Kiedy okazało się, że biurko mimo rozkręcenia na części jest potwornie ciężkie, poważnie rozważałam zostawienie go koło śmietnika.. Wniesienie mebla na trzecie piętro graniczyło z cudem. Biurko zostało ocalone przez sąsiada, który zgodził mi się pomóc, nie zdając sobie sprawy z tego co go czeka :)



W mieszkaniu nastąpił przełom. Wpadłam na pomysł :) Nie nazwałabym tego metamorfozą, a raczej liftingiem.

Po pierwsze musiałam oszlifować starą, zniszczoną i brudną okleinę.



Po drugie nałożyć bejcę.



Różnica zauważalna :)




Jeszcze tylko lakier i..prawdziwa wisienka na torcie! Do dwóch staromodnych uchwytów, które już przy biurku były dodałam trzeci, równie staromodny, lecz w innym kształcie (zbieram takie gadżety ;). Uchwyty pomalowałam farbami arylowymi do drewna i metalu.







Proste biurko nabrało prawdziwego uroku. Aż strach pomyśleć, że chciałam je wyrzucić :)






Łóżko nie-piętrowe



Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni. Gdy nie ma w domu dzieci to...przerabiamy łóżko piętrowe na dwa osobne legowiska.

Historia przedstawia się następująco. Po przeprowadzce do mieszkania dysponowałam łóżkiem piętrowym dla moich dziewczyn. Początkowo kłóciły się o to, która będzie spała na górze, a skończyło się tym, że żadnej nie chciało się tam wchodzić. Jedna zajęła dół, a druga...szufladę. Spanie w szufladzie niedawno zaczęło przeszkadzać właścicielce i zapragnęła mieć "normalne" łóżko. Tylko jak to zrobić, skoro druga nie wyobrażała sobie spania pod "gołym sufitem". Daszek musi być i koniec!

Jak każdy prawdziwy Polak na urlopie wzięłam się więc za remont (poza łóżkiem ściany wymagały lekkiego podrasowania..).

Najpierw, przy pomocy "taniej siły roboczej" górne łóżko zostało po prostu obcięte..



Wystarczyło teraz tylko odkręcić jedną deskę, tak aby można było swobodnie na nie wchodzić i tyle. Jedno dziecko powinno być zadowolone...



Przy drugim łóżku było więcej pracy. Wstępnie przycięte w markecie kantówki musiałam dodatkowo obciąć pod skosem, bo właśnie skośny daszek zaplanowałam.



Stawienie tak dużej konstrukcji bez dodatkowej pary rąk było iście kaskaderskim wyczynem ;) Bejcowanie i lakierowanie drewna już takich problemów nie sprawiło.






Aby łóżko z dachem było mniej przytłaczające daszek uszyłam z szarej tkaniny, dodając wzorzyste zasłonki. Mam nadzieję, że spełniłam oczekiwania latorośli :) Pozostaje tylko czekać na ich powrót i cieszyć się tymczasowym porządkiem :)