Powiedzieć, że toaletka została wykonana mało precyzyjnie byłoby z pewnością eufemizmem. Poszczególne elementy były przycięte krzywo, wypaczone, a miękkie drewno poobijane. Niedbałe pomalowanie ciemną lakierobejcą nie ukryło śladów po dużej ilości gwoździ. Jedyny styl, który można było osiągnąć przy renowacji tego mebla to styl rustykalny, który w przypadku drewnianych mebli charakteryzuje się z naturalnymi spękaniami i niedoskonałościami.


Pierwszym etapem pracy było rozebranie toaletki na części, oszlifowanie, sklejenie pęknięć i zaszpachlowanie ubytków. Brzmi prosto? Zajęło mi to trzy dni.. Przy wyciąganiu olbrzymich gwoździ z nóg mebla toczyłam walkę o życie, przy szlifowaniu byłam pokryta półcentymetrową warstwą pyłu, a szpachlę ledwo domyłam z palców. Nic nie poradzę..mimo włożonego wysiłku lubię, kiedy spod starych warstw wyłania się żywe drewno.

Drugim etapem było stworzenie wzoru maków i nadanie białego odcienie przy pomocy wosku barwiącego. Kontury wzoru wykonałam pirografem, a wypełnienie farbami akrylowymi mojej córki ;)


Ponowne złożenie mebla w całość okazało się trudniejsze niż myślałam, ale w końcu się udało. Wydaje mi się, że wykonanie takiej toaletki od podstaw byłoby pod pewnymi względami łatwiejsze niż dopasowanie "fantazyjnie" przyciętych elementów.
A to efekt końcowy. Rustykalny mebelek z makami, który mimo niedoskonałości ma w sobie sporo uroku.





















