poniedziałek, 2 grudnia 2019

Lampka nocna

Pamiętacie toaletkę? Tęsknie za nią, ale wiem, że znalazła u Kasi dobry dom :) Na pocieszenie przerobiłam sobie niepozorną lampkę ozdabiając ją wzorem nawiązującym do tego na toaletce. Trochę koloru w listopadzie na pewno się przyda.



Kolejne etapy metamorfozy znajdziecie poniżej.







Znalezisko

Deszcz, ciemno, zmęczenie, rzut oka na trawnik i.. radość. Koło mojego bloku, oprócz stosu desek ktoś wystawił stolik przeznaczony do wyrzucenia. Rok produkcji 1970, miejsce wytworzenia- Koronowo.



Jak doszło do tego, że stolik tak teraz wygląda? Zaraz opowiem i pokażę.




Patrząc na powyższe zdjęcia można by pomyśleć, że mebel był w niezłym stanie i w zasadzie nie wymagał dużo pracy. Wystarczy jednak spojrzeć poniżej, żeby przekonać się, że politura została nadgryziona zębem czasu.



Z politurą miałam do czynienia po raz pierwszy. Wielokrotnie czytałam, że ten rodzaj lakieru jest bardzo trudny do usunięcia i wolałam unikać pokrytych nim mebli. Tym razem podjęłam wyzwanie. Początkowo próbowałam zeszlifować grubą warstwę politury, lecz poza uzyskaniem białego pyłu nie osiągnęłam zbyt wiele. Dopiero zastosowanie środka chemicznego do usuwania powłok lakierniczych dało nadzieję. Politura zaczęła się łuszczyć. Wprawdzie zabieg musiałam powtórzyć wielokrotnie, ale efekt był zadowalający.





Usunięcia wymagała też łuszcząca się farba na nóżkach stolika, ale jego pozostałe elementy, np. wnętrze pod blatem, były w dobrym stanie o pozostawiłam je oryginalne. Nóżki pomalowałam na czarno, ale postanowiłam dodać meblowi trochę fantazji i ich końcówki uzyskały bardziej wyrazisty kolor, podobnie jak brzeg blatu.





Wodze fantazji puściłam jednak całkowicie przy ozdabianiu blatu. Miało być skromnie, ale mnie poniosło :) zostawiłam jednak w spokoju naturalny rysunek słojów drewnianej okleiny, wplatając go w wypalone wzory. Tym razem do zabezpieczenia blatu użyłam błyszczącego lakieru, nawiązując do pierwotnego efektu jaki dawała politura.



Muszę przyznać, że jestem zadowolona z efektu końcowego. A co Wy sądzicie o tym znalezisku?









Ps. Pod spodem półeczki zachowała się wklejka, na której widać informacje o dacie i miejscu powstania stolika oraz jego cenie :)

poniedziałek, 25 listopada 2019

Tea or coffee?

Chwilowy powrót do pirografii "kuchennej". Mój sposób na bożonarodzeniowe prezenty.
Od Rzeczy poleca się pod choinkę ;)

czwartek, 31 października 2019

Drewniane krzesła 3

Ostatnia tura. Dla osób lubiących odważne wnętrza i mocne kolory.Tym razem daruję sobie opis procesu renowacji, gdyż niczym nie różnił się od poprzednich. Picasso poleca się na salony :)











Drewniane krzesła 2

Krzesła z kotami pochodziły z ulicznej wystawki. Te, o których napiszę za chwilę kupiłam poprzez OLX. Bardzo podobał mi się ich kształt. Właściciele mieli trzy jednakowe i jedno od innego kompletu. Jednak dla mnie słowo komplet nie musi oznaczać identycznego modelu. Tak jest w tym przypadku. Dwa krzesła, które łączy motyw sowy i kolorystyka, ale różni forma.




Tym razem oczyszczanie poszło łatwiej, choć i tu papier ścierny nie dawał rady. Zapychał się zbyt szybko, więc w ruch poszedł zwykły nożyk do tapet, który poradził sobie z problemem.



Również w tych krzesłach trzeba było wymienić całość wypełnienia siedziska. Nowa gąbka, owata i oczywiście welurowe panele tapicerskie z motywem sowy.




Po pokryciu czarną i złotą farbą, lakierem i bezbarwnym woskiem krzesła nabrały ostatecznego kształtu. Moja wizja kompletu ;)