Jak doszło do tego, że stolik tak teraz wygląda? Zaraz opowiem i pokażę.

Patrząc na powyższe zdjęcia można by pomyśleć, że mebel był w niezłym stanie i w zasadzie nie wymagał dużo pracy. Wystarczy jednak spojrzeć poniżej, żeby przekonać się, że politura została nadgryziona zębem czasu.

Z politurą miałam do czynienia po raz pierwszy. Wielokrotnie czytałam, że ten rodzaj lakieru jest bardzo trudny do usunięcia i wolałam unikać pokrytych nim mebli. Tym razem podjęłam wyzwanie. Początkowo próbowałam zeszlifować grubą warstwę politury, lecz poza uzyskaniem białego pyłu nie osiągnęłam zbyt wiele. Dopiero zastosowanie środka chemicznego do usuwania powłok lakierniczych dało nadzieję. Politura zaczęła się łuszczyć. Wprawdzie zabieg musiałam powtórzyć wielokrotnie, ale efekt był zadowalający.


Usunięcia wymagała też łuszcząca się farba na nóżkach stolika, ale jego pozostałe elementy, np. wnętrze pod blatem, były w dobrym stanie o pozostawiłam je oryginalne. Nóżki pomalowałam na czarno, ale postanowiłam dodać meblowi trochę fantazji i ich końcówki uzyskały bardziej wyrazisty kolor, podobnie jak brzeg blatu.


Wodze fantazji puściłam jednak całkowicie przy ozdabianiu blatu. Miało być skromnie, ale mnie poniosło :) zostawiłam jednak w spokoju naturalny rysunek słojów drewnianej okleiny, wplatając go w wypalone wzory. Tym razem do zabezpieczenia blatu użyłam błyszczącego lakieru, nawiązując do pierwotnego efektu jaki dawała politura.

Muszę przyznać, że jestem zadowolona z efektu końcowego. A co Wy sądzicie o tym znalezisku?

Ps. Pod spodem półeczki zachowała się wklejka, na której widać informacje o dacie i miejscu powstania stolika oraz jego cenie :)
Duzo pracy, ale efekt powalający..
OdpowiedzUsuń