sobota, 17 lutego 2018

Historia pewnego kredensu

O takim meblu marzyłam od kilku lat. Kredens po babci, niestety nie mojej :) Okazja pojawiła się, gdy przed przeprowadzką do pustego mieszkania dużo czasu spędzałam przeglądając strony OLX. O włos wyprzedziłam innego chętnego i po bardzo okazyjnej(75zł!) cenie nabyłam to cudo..





Mebelek( 160x180x50cm) przyjechał w dwóch częściach, ale drzwiczki odkręciłam dopiero na miejscu. Zawiasy nadawały się do wyrzucenia, podobnie jak zamki, uchwyty i tylna płyta. Dla pewności zastosowałam też środek przeciw kornikom. Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się na samodzielną renowacją takiego kredensu, popatrzcie co was może czekać..

Rozłożenie na części to był dopiero pierwszy etap. Kilka warstw farby olejnej wymagało zastosowania dużej ilości środka do usuwania starych powłok malarskich (lepiej go nie wdychać;). Puchnąca na drewnianych powierzchniach farba prezentowała się tak:



Później należało tą farbę usunąć szpachelką





Efekt po tym zabiegu wciąż nie był zadowalający więc w ruch poszła szlifierka i mnóstwo papieru ściernego..ale trud się opłacił :)





Zauważyliście coś ciekawego? Nie..nie chodzi mi o moje odbicie w szybie :) chodzi o blat komody, dolnej części kredensu. Pokryty był fornirem, który lata świetności miał już dawno za sobą i postanowiłam go usunąć. Fornir postanowił inaczej... Żadne z profesjonalnych narzędzi ,do których miałam dostęp nie dało mu rady. Dopiero solidny nóż kuchenny odniósł sukces (dziwne, że wciąż mam wszystkie palce..)



Później nastąpiły godziny namaczania i zdrapywania kleju pod fornirem oraz długie umilanie czasu sąsiadom przy użyciu wiertarki z drucianą szczotką celem wydobycia struktury z sosnowego już teraz blatu. Efekty zobaczycie na końcu.

Jak wspomniałam na początku, usunęłam zepsute zamki, a otwory po nich zakleiłam używając fragmentów listewki i kitu stolarskiego. W ten sam sposób ukryłam dziurki od klucza dodatkowo zasłaniając je nowymi uchwytami. Zanim to jednak nastąpiło kredens trzeba było pomalować. Nie chciałam całkowicie ukrywać słojów drewna, ale zależało mi na jasnym kolorze. Początkowo pokryłam mebel białym woskiem..później jednak zeszlifowałam ponownie(!) wszystkie elementy zewnętrzne i pomalowałam białą lakierobejcą, która wydała mi się trwalsza. Efekt identyczny.



Skoro już wzięłam się za wymianę różnych elementów mojego kredensu nie mogłam nie wymienić jego mało urokliwych, pożółkłych szybek na drucianą siatkę (nie, nic mi się w środku nie kurzy :). Za ten pomysł bardzo dziękuję Marcie, a dziewczyny które pomagając mi męczyły się ze szlifowaniem drzwiczek z szybkami bardzo przepraszam :) Nowa siatka, nowe uchwyty i nowy sposób zamykania.





Nowe również miejsce zamieszkania, a w nim mój nowy kredens!! Dziękuję i zarazem współczuję tym, którzy wnosili go na trzecie piętro. Kawał solidnego, drewnianego mebla..

Efekt końcowy prezentuje się tak :)




I pamiętajcie, jeśli ja mogłam to wy też możecie! Służę w pełni półprofesjonalną radą :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz