Po pierwsze byłam szczęśliwą posiadaczką dużej,okrągłej żarówki z IKEI, którą kupiłam jako centralny punkt oświetleniowy mojego "salonu". Tyle, że nie zauważyłam, że żarówka ta dysponuje porażającą mocą 20 lumenów.. czyli w zasadzie nie świeci..jedynie lekko się żarzy.. Dla porównania, teraz pod sufitem mam 1000 lumenów i szału z jasnością nie ma :).
Po drugie byłam szczęśliwą posiadaczką drucianej siatki, która została mi po renowacji kredensu.
Po trzecie mieszkam blisko Castoramy, a tam sprzedają drut, stalowe podkładki i nakrętki na śrubki.
Biorąc to wszystko pod uwagę, sprawa stała się oczywista, przecież to świetne "składniki" nowej, metalowej, stworzonej w zupełnie innym stylu niż urządzona jest reszta mieszkania lampki (pamiętacie? Eklektyzm!!:)
Niestety nie pomyślałam, aby uwiecznić proces twórczy..Ale efekt końcowy prezentuje się tak.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz